To nie projekt, ale doraźne łatanie budżetu Nasz Dziennik, 2011 03 10


To nie projekt, ale dorazne łatanie budżetu
Nasz Dziennik, 2011-03-10
Z Beatą Szydło (PiS), wiceprzewodniczącą
sejmowej Komisji Finansów Publicznych,
rozmawia Małgorzata Goss
Rządowy projekt zmian w otwartych funduszach
emerytalnych trafi wkrótce do Sejmu. Jaką
strategię przyjmie PiS?
- Opracowaliśmy własny projekt zmian w systemie
emerytalnym, który od 5 stycznia spoczywa w lasce
marszałkowskiej. Będziemy zatem domagali się, aby był on procedowany równocześnie z
projektem rządowym. Było dotąd dobrym obyczajem, że komisje sejmowe pracowały nad
projektami dotyczącymi tej samej kwestii jednocześnie. Nasz projekt, w przeciwieństwie do
rządowego, jest rozwiązaniem systemowym, ponieważ przewiduje poprawienie obecnego
systemu, a nie tylko przesunięcie środków na ratowanie budżetu i finansów publicznych. Jego
fundamentem jest zasada dobrowolności wyboru sposobu odkładania na emeryturę.
Będziemy również zgłaszali wniosek o wysłuchanie publiczne obu projektów, ponieważ
uważamy, że w tak newralgicznej sprawie jak system emerytalny konieczna jest debata, w
której będą mogli wypowiedzieć się nie tylko przedstawiciele instytucji, ale i zainteresowane
osoby indywidualne. Wysłuchanie publiczne jest formą ustawową, przewidzianą w
regulaminie Sejmu. Pozwoli ono także na bliższe przyjrzenie się propozycjom rządu, których
do końca wciąż nie znamy, np. nie wiemy, jak będą funkcjonowały subkonta w ZUS, jaki
będzie mechanizm dziedziczenia itp. W Komisji Trójstronnej ze stroną społeczną została
uzgodniona propozycja ministra Michała Boniego, a jak wiemy - nie została ona przez Radę
Ministrów przyjęta, więc tak naprawdę strona społeczna wyraziła zgodę na coś innego, niż
proponuje rząd.
PiS lepiej ocenia propozycję ministra Boniego wynegocjowaną w Komisji Trójstronnej,
która przewidywała wyższe docelowe przekazy do OFE?
- Nie. Mamy własny projekt i tego się trzymamy. Uważamy, że jest on najlepszy dla Polaków.
Będą oni mogli wybrać, czy chcą mieć emerytury tylko z ZUS czy z OFE i ZUS oraz będą
mieli prawo do zmiany decyzji co dwa lata. Propozycję tę wysunęliśmy już dwa lata temu, w
styczniu 2009 r., ale wówczas PO nas wyśmiała, twierdząc, że nie ma potrzeby rozmawiania
o zmianie systemu emerytalnego. Wyliczyliśmy, że dzięki tym zmianom możemy
zaoszczędzić 1,5 mld zł w budżecie - przy założeniu, że osoby, które nie wybrały OFE, lecz
zostały przydzielone do funduszu przez losowanie, chcą zostać docelowo w ZUS. Gdyby rząd
myślał rozsądnie o finansach publicznych i bezpieczeństwie systemu, zaakceptowałby nasz
projekt.
Jak PiS ocenia rządowy
projekt?
- To dorazne łatanie budżetu, które odbije się rykoszetem na przyszłych emerytach i w
niedalekiej przyszłości na finansach państwa. Może w najbliższych dwóch latach próg
zadłużenia finansów publicznych nie zostanie przekroczony, ale co z tego, skoro i tak
problemy systemu finansowego wrócą. Jest to przejaw strategii przyjętej przez premiera
Tuska, która głosi, że interesuje go "tu i teraz", a nie przyszłość. Naszym zdaniem, tak nie
może być. System emerytalny, jako ten najwrażliwszy element, powinien być wolny od
doraznego ingerowania mającego na celu zapewnienie płynności finansom publicznym. Jeżeli
rząd ulega dziś tej pokusie - tworzy zły precedens na przyszłość. A już zupełnym skandalem
jest sposób procedowania. Najpierw kilka miesięcy chaosu i publicznych przepychanek, a
potem nagle okazuje się, że Sejm ma pracować nad projektem w ciągu niespełna dwóch
tygodni i w ciągu dwóch tygodni ustawę przyjąć. To jest przepychanie kolanem pomysłów
Platformy. W tej chwili skupiamy się jednak na tym, by nasz projekt był procedowany łącznie
z rządowym. Podobne do naszych propozycje oparte na dobrowolności składała niedawno
pani minister Jolanta Fedak, więc może PSL zechce nas poprzeć?
Projekt PiS wprowadza do systemu emerytalnego element konkurencji pomiędzy ZUS a
OFE. Prywatne fundusze musiałyby się wysilić, aby uzyskać dobrą stopę zwrotu i
pozyskać klientów.
- Rząd zapowiada ustawę o efektywności OFE, ale najlepszym sposobem na większą
efektywność jest danie klientom prawa swobodnego wyboru pomiędzy OFE i ZUS.
Przygotowując propozycję, wychodziliśmy z założenia, że system emerytalny musi być: po
pierwsze - stabilny, po drugie - bezpieczny dla przyszłych emerytów. Obecnie wiemy, jaką
odprowadzamy składkę do OFE, ale nie wiemy, jaka będzie emerytura. Na świecie jest tak, że
stawkę składki można regulować, ale trzeba wiedzieć, ile z tego docelowo będzie
świadczenia. To właśnie chcemy wprowadzić - stabilność i przewidywalność przyszłej
emerytury. Temu m.in. ma służyć umożliwienie zmiany raz podjętej decyzji. Młodzi ludzie,
którzy wchodzą na rynek pracy, mają dobre dochody, są zdrowi, wykształceni i wierzą w
przyszłość, często będą wybierali OFE. Ale po kilkunastu latach może się okazać, że ich
sytuacja życiowa zupełnie się zmieni - stracą pracę, będą mieli gorsze zarobki - i wtedy taki
człowiek powinien móc przenieść się wraz ze swoimi pieniędzmi do bardziej
przewidywalnego systemu, jakim jest ZUS. To powinno być nasze prawo. Przecież to nie są
wirtualne pieniądze, lecz rzeczywiste walory wypracowane przez pracującego. Osoba
ubezpieczona powinna mieć prawo decydowania o własnych zasobach emerytalnych.
Czy wprowadzenie zakazu akwizycji na rzecz OFE jest korzystne z punktu widzenia
przyszłych emerytów?
- Niewątpliwie możemy to ocenić jako element pozytywny, ale on nie rozwiąże całego
problemu funkcjonowania OFE. Wokół funduszy w obecnym kształcie nagromadziło się
sporo negatywnych opinii - że są niekonkurencyjne, pobierają zbyt wysokie marże - więc
trzeba ten system całościowo zmienić. Gdyby przyjąć nasz projekt oparty na dobrowolności,
funkcjonowanie funduszy znacznie by się poprawiło.
Rząd chce zwiększenia limitu inwestowania funduszy na giełdzie z 40 do ponad 60 proc.,
a docelowo do 90 proc. składki. Po orzeczeniu Europejskiego Trybunału
Sprawiedliwości ta część pieniędzy emerytów trafi nie tylko na polską giełdę, lecz także
na zagraniczne.
- Powstaje pytanie, czy to jest jeszcze zabezpieczenie emerytalne? Ubezpieczony powinien
sam decydować, czy chce taką grę prowadzić. Są osoby, które się na to zdecydują, ale nie
można nikogo do tego zmuszać, zważywszy na ryzyko takich inwestycji. Każdy powinien
sam ocenić, czy fundusz, który ostro gra na giełdzie, jest dla niego odpowiednim
rozwiązaniem.
Dziękuję za rozmowę.


Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
Bezrobotni ofiarami budżetu Nasz Dziennik, 2011 03 18
Co znaczy zrzut zakończyłem Nasz Dziennik, 2011 03 10
Było zapotrzebowanie, powstał scenariusz Nasz Dziennik, 2011 03 10
Antydatowany sztorm Nasz Dziennik, 2011 03 10
Zimowe żniwa Znaku Nasz Dziennik, 2011 03 10
Bez prawa łaski Nasz Dziennik, 2011 03 10
Mamy prawo i obowiązek pytać Nasz Dziennik, 2011 03 10
Luteranie chcą ordynariatów Nasz Dziennik, 2011 03 10
Biden woli Miedwiediewa niż Putina Nasz Dziennik, 2011 03 10
Czuję się zdradzona Nasz Dziennik, 2011 03 10
Z gloryfikatorami UPA nie chcą współpracować Nasz Dziennik, 2011 03 14
Michnik nie chce zeznawać Nasz Dziennik, 2011 03 18
Arabska wiosna ludów to wymysł Nasz Dziennik, 2011 03 11
Komorowski nie słucha rodzin Nasz Dziennik, 2011 03 07
Lepiej nie chorować w nocy Nasz Dziennik, 2011 03 17
Kadr z awanturą nie istnieje Nasz Dziennik, 2011 03 11
Kto nie chce poznać tajemnicy Smoleńska Nasz Dziennik, 2011 03 02
Fakty nieznane , bo niebyłe Nasz Dziennik, 2011 03 16
Źółta kartka dla Litwy Nasz Dziennik, 2011 03 11

więcej podobnych podstron