IMG5

IMG5



nóża długiego pasma górskiego i już nie ma wątpliwości, w którą stronę się zwrócić. Z tym zastrzeżeniem, że kto poszedł za daleko w lewo, teraz musi iść wzdłuż linii orientacyjnej w prawo. Dzięki temu istotnie musi się natknąć na obóz. Gdy jednak na chybił trafił szedł w stronę linii orientacyjnej, doszedłszy nie wie, czy ma szukać po prawej stronie czy po lewej.

Wcześnie wyruszać i wcześnie przybywać, to dewiza wędrowca. Nie dzieli się dnia według określonych nawyków cywilizacyjnych, lecz zgodnie z naturą. Traper wstaje o świcie i przygotowuje sobie śniadanie. Potem pakuje plecak i wyrusza w drogę. Po tak wczesnym rozpoczęciu dnia może sobie pozwolić na spokojne zjedzenie gorącego obiadu w jakimś cienistym zakąt ku. Wczesną wiosną i późną jesienią nie należy przedłużać przerwy obiadowej, bo dnie są krótsze i odpowiednio dłuższy nocny odpoczynek. Na godzinę lub półtorej godziny przed zapadnięciem zmierzchu trzeba się zabrać do przygotowania nocnego obozowiska. Wszelkie bowiem drobne i niezbędne prace należy wykonać jeszcze przy świetle dziennym. Po zjedzeniu posiłku i zmyciu naczyń warto jeszcze to i owo naprawić, porobić notatki w dzienniku i delektować się wieczorną ciszą. Zanim człowiek wczołga się do śpiwora powinien zapakować wszystko, co rano będzie mu niepotrzebne. Niezbędne jest osiem do dziewięciu godzin snu.

Kto nie nawykł do długich marszów z bagażem na grzbiecie, zaczyna od krótkich dziennych etapów i stopniowo je przedłuża. Zazwyczaj organizm szybko przyzwyczaja się do zmian. Kto stale utrzymuje tempo zgodne z oddechem, przeprowadza równocześnie kurację zdrowotną. Po przejściu siedemdziesięciu, osiemdziesięciu kilometrów z plecakiem, traci jeden kilogram nadwagi. Przeciętna trasa dzienna w równinnym, pozbawionym przeszkód terenie powinna wynosić od trzydziestu do trzydziestu pięciu kilometrów. Na przetartych szlakach, pozbawionych większych wzniesień, przebywa się przeciętnie pięć kilometrów na godzinę. Dawnymi czasy kolumny tragarzy kanadyjskich łowców futer przebywały czterdzieści do pięćdziesięciu, a nawet do sześćdziesięciu kilometrów dziennie, dźwigając na grzbiecie około dziewięćdziesięciu funtów.

Traper nie mierzy drogi według podanych na mapie odległości, lecz według czasu potrzebnego do jej przebycia. Na przykład dwa punkty nie są od siebie oddalone o siedem kilometrów, lecz o półtorej godziny. Kto na własny użytek sporządza sobie szkic mapy, zaznaczając na nim znamienne szlaki lądowe i linie orientacyjne, określa marszrutę w taki sposób: półtorej godziny na południowy wschód — czterdzieści minut na zachód — godzina na północny zachód. W ten sposób znacznie łatwiej trafia do celu, niż obliczając kilometry.

Kto widzi podskakującego alpinistę, widzi nowicjusza. Tylko nowicjusz pośpiesznie się wspina i w podskokach pędzi w dół. Karą za bezsensowny pośpiech będzie szybkie zmęczenie. W końcowym efekcie nie przybędzie do celu szybciej, lecz później. Pędząc w dół może sobie połamać kości. Doświadczeni alpiniści wspinają się powoli i rozważnie, wyszukują najłatwiejsze drogi i unikają ryzyka. Każdy z nich kieruje się starą dewizą: nie mamy czasu, żeby iść na skróty!

Żaden inny środek lokomocji nie pozwala na taką samodzielność jak własne nogi. Nic nie doprowadzi nas do celu tak tanio i tak zdrowo. Nie istnieje bliższy i bardziej serdeczny kontakt z naturą.

Zdarza się, że traper trafi nad wodę, której ani się nie da obejść, ani przez nią przebrnąć. Wtedy musi zbudować tratwę i przepłynąć. Jeżeli temperatura wody pozwala do niej wejść, wystarczy mała prymitywna tratwa na ubranie i bagaż. Pcha się ją przed sobą lub ciągnie za sobą na linie. Gdy lina jest na tyle długa, że sięga od brzegu do brzegu, sprawa jest jeszcze prostsza. Przywiązuje się jeden koniec liny do tratwy z bagażem i przepływa się trzymając drugi koniec. Potem na wszelki wypadek przywiązuje się go do drzewa i z całym spokojem ściąga się tratwę z przeciwległego brzegu. Wszystkie znajdujące się na niej rzeczy muszą być dobrze przywiązane i zabezpieczone, zwłaszcza gdy jest bystry prąd.

Jeżeli traper sam musi płynąć tratwą, ma znacznie większe kłopoty. Trzeba ściąć i ogołocić z gałęzi co najmniej trzy pnie o przekroju od dwunastu do dwudziestu centymetrów i długości około trzech metrów. Potem na wszystkich pniach wyrąbuje się siekierą — albo wycina nożem — trzy lub i ztcry szerokie na dłoń wręby, rozmieszczne w jednakowych odstępach, /cby po złożeniu stwarzały linie proste. Złącza będą szczególnie mocno trzymać, gdy wręby będą szersze u dołu niż u góry. Jeżeli się to dokładnie - robi, nie trzeba już będzie wycinać wrębów w poprzeczkach łączących pilic. Powinny one być na tyle długie, żeby z każdej strony wystawały na i-ikicś trzydzieści centymetrów. Muszą jednak pasować do wrębów, lub 11 zęba je dopasować w ten sposób, żeby się dały wbić z boku we wręby * dłużycach. Bez fugowania nie dadzą się dopasować, a tratwa służy przecież .Ui krótkiego, jednorazowego użytku. Gdy dopasuje się już poprzeczki do l-.instrukcji nośnej, dodatkowo wzmacnia się wiązania tratwy, przywiązując /mirami górne części do dolnych. W razie potrzeby sznury można zastąpić 1'Htkimi gałązkami wierzbowymi, korzeniami lub długimi skręconymi i li.iwy powrozami. Im bardziej rwący nurt, tym bardziej sumiennie musi livi /budowana tratwa. Jeżeli woda jest tak lodowato zimna, że w żadnym l Miłku nie chcemy się zamoczyć, a i bagaże mają pozostać całkiem suche, u • h i / robić na tratwie podwyższenie. Układa się je z dodatkowej warstwy i > uTików albo z konarów i gałęzi.

I mmi brak smykałki do takiego przycięcia dłużyzny, żeby potem dało się m.| wbić poprzeczki, musi poprzestać na prostych wrębach. Nawet po-


Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
IMG96 (3) VI. przychodzą do mnie ludzie (Jasiejo, Jasiusio i Jasieczko) których dzisiaj już nie ma
czy przekonanie, że mit jest formą świadomości, od której nie ma ucieczki, i którą daje się wykorzys
IMG20 (Copy) BAZY W TECHNOLOGII MASZYN Baza sprzężona - baza obróbkowa, którą uzyskuje się przy tym
IMG97 (4) VIII. Piosenka pastuszka przychodzą do mnie ludzie których dzisiaj już nie ma c
zachowały się tylko fragmenty. Na planie z roku 1935 już nie ma długiej łachy, pozostały jedynie mał
55016 IMG95 (4) IV. przychodzą do mnie ludzie których dzisiaj już nie ma jeszcze bardziej pięk
zachowały się tylko fragmenty. Na planie z roku 1935 już nie ma długiej łachy, pozostały jedynie mał
zachowały się tylko fragmenty. Na planie z roku 1935 już nie ma długiej łachy, pozostały jedynie mał
skanuj0023 (38) —■ TRpsecież .Brunhilda 4>ddała pierścień córom wody. już nie ma tego pierścienia
175szy z opiekunką swoją do Warszawy, już nie chciała wracać, bo zapoznawszy się z rodzeństwem, nie
stry ADMIRAŁ Tak? Myślałem, że już nie ma żadnego niebezpieczeństwa. PRZEWODNICZĄCY Nie ma
IMG77 (3) charakterystyka qN a nie qF. Do tej pory nie ma teorii, która by pozwalała na gruncie obr

więcej podobnych podstron