wpis z dnia 09/05/2014
foto: sxc.hu
Według coraz większe] ilości szacunków i wyliczeń emerytury dzisiejszych 30-40-latków będą tak niskie, że właściwie nie będzie się opłacało na nie przechodzić. Mając to na względzie rząd Tuska liczy, że będziemy pracowali aż do śmierci.
Rząd Tuska uważa, że bardzo niskie emerytury w przyszłości będą zachęcały dzisiejszych 30-40-latków do dłuższej aktywności zawodowej. W opublikowanym niedawno dokumencie ministerstwa finansów pt. "Wieloletni plan finansów państwa na lata 2014-2017" stwierdzono to wprost: "Spadek stopy zastąpienia będzie motywować starsze pokolenia do późniejszego przechodzenia na emeryturę". Wspominana "stopa zastąpienia", to procentowa relacja wysokości emerytury do ostatniej pensji. Obecnie wynosi ona około 60 proc. To oznacza, że osoba przechodząca dziś na emeryturę może liczyć, że jej wysokość wyniesie około 60 proc. wysokości ostatniej pensji. Za 30 lat stopa zastąpienia ma wynieść w porywach do 40 proc., zaś emerytura minimalna (dzisiaj nieco ponad 800 zł), będzie wynosiła około 10 proc. średniej pensji (to tak, jakby dziś emerytura minimalna wynosiła 390 zł).
W tym kontekście warto zauważyć, że już nawet prezes ZUS pytany o państwowe emerytury mówi wprost: "Polacy powinni sobie dodatkowo odkładać". W wypowiedzi dla TVP1 ze stycznia b.r. Zbigniew Derdziuk nie owijał w bawełnę: "Ludzie muszą mieć świadomość, ze emerytura zależy od tego, ile składek zapłacą. A to oznacza, ze powinni dodatkowo sobie odkładać". Czy to oznacza, że emerytury dzisiejszych 30-40-latków będą autentycznie głodowe?
wpis z dnia 09/05/2014