Oę*c V. SJmicrć na op*k
nimui^cych się zagadnieniem żałoby, którzy począwszy od Freuda, jak wiemy, podkreślali naturalną konieczność żałoby oraz zbiorowego pociesza* nia, takiego pozostającym przy życiu odmawiało wielkomiejskie społeczeństwo mieszczańskie. W ówczas zastąpili je funera! directors. Postanowili zostać doctors ot' grief — lekarzami bólu — których zadaniem jest grief therapy (terapia bólu'). Odtąd oni mieli łagodzić ból osieroconych rodzin. Przenieśli żałobę z życia codziennego, skąd ją wykluczono, na krótki okres pogrzebu, gdzie jest jeszcze dopuszczalna.
To skłoniło ich do urządzenia specjalnego miejsca poświęconego bez reszty śmierci, śmierci już nie wstydliwej i potajemnej, jak w szpitalu, lecz widocznej i uroczystej. Kościół nigdy nie był miejscem śmierci. Zmarli przechodzili przez kościół i tylko niekiedy tam zostawali, ku irytacji duchownych--skrupulatów. Jego pierwszym celem był kult Boga, a dopiero drugim przyjmowanie wspólnoty wiernych w chwilach, gdy się regenerowała, na etapach życia i śmierci.
Laicka przestrzeń zastrzeżona dla śmierci nazywa się funeral Home, funera 1 parlour. VT ren sposób odciążono jednocześnie kler, rodzinę, lekarzy i pielęgniarki, uwolniono ich wszystkich od zmarłego w kościele, w domu i w szpitalu. Zapewniono mu miejsce, gdzie dalej okazuje się mu względy, których odmawiało mu społeczeństwo, a które z oporami świadczyły mu Kościoły. Xen dom zmarłych mógł łączyć się z cmentarzem, jak w Los Angeles. W Stanach Zjednoczonych cmentarze są albo prywatne i należą do stowarzyszeń nie obliczonych na zyski, jak Kościoły, albo do przedsiębiorstw handlowych. Istnieją również cmentarze miejskie, ale często do dzisiaj przeznaczone są dla ubogich.
Funeral home nie musi się ukrywać. Jego nazwa jest dobrze widoczna. Czasem przy wjeżdzie do miasta albo do dzielnicy* wielkie ogłoszenie oraz afisz dyrektora reklamują wysoką jakość usług.
NTa tym obszarze w ostatnich dziesięcioleciach rytuały zmieniły się pod wpływem panujących idei, ale nie zatraciły ducha wieku XIX.
Zwyczaje XIX wieku (casket, balsamowanie, odwiedzanie zmarłego) zachowały się, ale dodano do nich nowe, przeniesione przez nowych emigrantów pochodzenia śródziemnomorskiego i wschodniego, jak obyczaj niezasłaniania twarzy zmarłego aż do chwili złożenia go w ziemi, co ułatwiają sprzedawane rodzinie bardzo pomysłowe caskets z otworem u góry. Ale na ogół zwyczaje te przystosowano do gustu epoki, w której śmierć przestała być piękna i teatralna, aby stać się niewidoczną i nierealną.
Cala akcja skoncentrowała się na odwiedzinach zmarłego: viewing the remains. Często zwłoki wystawia się po prostu w sali w funeral home jak w domu i bliscy przychodzą, aby zgodnie z tradycyjnym obyczajem ostatni raz spojrzeć na zmarłego, tyle że miejsce się zmieniło. Czasem pokazują go w specjalnej inscenizacji, jak gdyby jeszcze żył, przy biurku, w fotelu,
1
d nawet z cygarem w ustach — obraz karykaturalny* częściej spotykany w kinie lub w literaturze niż w rzeczywistości. Ale nawet poza tymi wyjątkowymi* mało reprezentatywnymi przypadkami mortician zawsze stara się sztucznie zatrzeć oznaki śmierci, charakteryzuje zmarłego, aby uczynić go prawie żywym.
Bardzo ważne jest bowiem stworzenie pozorów życia. To pozwała odwiedzającemu zwalczyć odrazę* zachowywać się i w głębi duszy czuć się tak* jakby zmarły żył jeszcze* a więc nie ma żadnego powodu, aby się do niego nie zbliżyć. Dzięki temu można obejść zakaz.
Balsamowanie mniej służy zachowaniu i uczczeniu zmarłego niż utrzymaniu przez pewien czas pozorów życia, aby w ten sposób oszczędzać żywych.
Ten sam cel pogodzenia tradycji śmierci i interdyktów wydawanych przez życie przyświecał założycielom takich cmentarzy jak Forest Lawn (Los Angeles). Cmentarz pozostaje tym, czym był w XIX wieku, cichym i poetycznym miejscem, gdzie spoczywają zmarli i gdzie się ich odwiedza, pięknym parkiem, gdzie człowiek przechadza się i styka z naturą. Ponadto rozwinie się tam zwykłe życie, różnorodna ludzka działalność, powstanie muzeum, ośrodek sprzedaży dzieł sztuki i pamiątek, a także teren pogodnych i radosnych uroczystości, chrztów i ślubów.
Wynajęcie funeral home, przygotowanie zwłok i wszelkie akcesoria kosztują bardzo dużo, co zapewnia wielkie zyski dobrze zorganizowanemu przemysłowi. Sytuacja ta budzi obecnie wiele protestów, i to nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Potępia się handlowe wykorzystywanie śmierci i cierpienia, a także zabobonności i próżności.
W żywych obrazach z funeral parlour opinia publiczna dopatrzyła się następstw systematycznego eliminowania śmierci w społeczeństwie, które nade wszystko ceni technikę i pragnie szczęścia. Nie zawsze rozumiała ona, ile te pozornie zrywające z przeszłością rytuały zawierały w sobie rysów tradycyjnych* jak na przykład odwiedzanie zmarłych i ich grobów na cmentarzu. W społeczeństwie, które wykluczyło śmierć, połowa zmarłych w jednym roku, 1960, miała groby zamówione za życia (podobne jak polisy asekuracyjne, żeby „mieć to z głowy”). Funeral directors na pewno boją się, że jak w Anglii, tak i w Ameryce rozpowszechni się zwyczaj palenia zwłok, co jest dla nich operacją znacznie mniej opłacalną, ale ich stanowisko znajduje oparcie we wrogiej paleniu zwłok opinii publicznej.
Najśmieszniejsze i najbardziej irytujące szczegóły amerykańskiego rytuału, jak makijaż i pozorowanie życia* są wyrazem oporu tradycji romantycznych wobec nacisku współczesnych interdyktów. Ludzie interesu wykorzystali tylko ten opór dla własnych celów i przedstawili handlowe oferty, których ekstrawagancja przypomina niektóre francuskie pomysły z początku ubiegłego wieku.
Ich przeciwnicy, jak Mitford i amerykańska inteligencja, zaproponowali