wskich zdań peryfrastycznycL „Metafory" Schulza są bowiem zawsze uczepione z przedmiotowym użyciem słowa <nazwa), które przekształcają na inny porządek znaczeniowy. W każ. dym zdaniu (lub grupie zdań) można więc znaleźć taki element inicjalny (nazwę. lt mot jusie), które natychmiast jest skomra. Btowane z „metaforycznym" przekształceniem nazwy danej rzeczy. Inaczej jednak niz w koncepcji Peipera nie chodzi tu wyłącznie o coraz bardziej rozbudowano, stale rozwijające się pseudonimy, wypełniające wszystkie „luzy” semantyczne nu. zwy. Poryfrnstyczność zdań Schulza mu bowiem jak gdjfa , charakter „punktowy", chodzi w nich nie tyło o ukazanie pr.>
\ ce.su rozwijania nazwy w piękne zdanie peryfrastyczno (reb-' cja oddalania), ile o takie zestawienie nazwy i pseudonimu, Ł, były one stale w bliskim sąsiedztwie semantycznym. Za*adj tworzenia elementów peryfraf tycznych przypomina więc po. 1 nownie figurę ploke: pojawiają się różne elementy, ale wny. stkie one są pod względem znaczeniowym bardzo blisko siei:; ! — pozostają bowiem albo w wyraźnych relacjach synonunia nych. albo okazują się fleksyjnym lub składniowym pro-kształceniem wyjściowej nazwy.
Spójrzmy raz jeszcze z tej perspektywy na incipit opowiadania Martwy sezon (SPK, 293). Oto jakie kształty przybici* I inicjalny element tego fragmentu „O piątej godzinie rano': .rano jaskrawe od wczesnego słońca", „w żarliwym i cichym łjfe, I sku porannym”, „o tej solennej godzinie", „w ciszę wczesocp żaru", „cisza tych uroczystych godzin", „najpierwszy ogień p> ranka", „ta natężona godzina”, „poranny pożar". (Pomijam tj wyrażenia rozwijające synonimicznie nazwę „słońce* oraz wyrażenia pojawiające się w następnych akapitach, np. alup drugi zaczyna się paralotnie — „O tej porannej godzinie*) W*
\ kszość tych przekształceń nie jest czystymi peryfrazami. N*
NJ mnim-jednak wszystkie te określenia mają charakter funkcy nalny^tj. pełnią funkcje peryfrazy w danym kontekścii Najważniejsze jest jednak to, że te specyficzne peryfrazy nie odda łają się od punktu wyjścia (jak u Peipera), lecz stale do awp powracają — każde wyrażenie zawiera rozpoznawała cząstkę elementu przekształcanego. Zupełnie więc inaczej u u autora Nowych ust, w peryfrazach Schulza wyrażenie *•> ściowe może pojawić się w niezmienioną) postaci. Punki dł ścia okazuje się identyczny z punktem wyjścia. Wynim
przekształcani? okazuje się nieprzeksztalciłne, albo- '\r wiem funkcjonalnie jest powtórzeniem semantycznym. Dlatego też biegunem, ku któremu zmierzają przekształcenia peryfrastyczne (nazwy lub zdania), jest parafraza, tzn. wypowiedź, która mimo różnic strukturalnych (np. leksykal-no-składniowych) jest znaczeniowo tożsama z inną wypowiedzią. Można więc powiedzieć, że peryfrastyczne ciągi rozwijające słowa wyjściowe tworzą ze względu na semantykę „piękne zdania pnrafrastyczne".
Używałem dotąd terminu „metafora" w cudzysłowie. Czas teraz, by wyjaśnić ton zabieg, tym bardziej że „metafory" Schulza wydawały się wszystkim krytykom najbardziej oczywistym i niekwestionowanym awangardowym elementem w poetyce tego autora. .
Jak wiadomo, w koncepcji poetów Awangardy Krakowskiej / zdanie metaforyczne „to układ sił, w którym toczy się nieustanna polemika między relacjami na osi następstwa \ i relacjami w porządku «równoczesności»- Zdanie prozaiczne . jest jakby jednoliniowe — w jego rozpiętości nazwy wiążą się ze sobą wyłącznic w szeregu sukcesywnym. Natomiast w zdaniu metaforycznym „słowa nie tylko następują po sobie, wypeł-niąjąc schemat składniowy, ale — dodatkowo — uczestniczą w opozycjach, które mają charakter systemowy. [...1 Ta koegzystencja znaczeń jest zasadniczą właściwością metafory"53.
Na próżno by jednak szukać tak zbudowanych metafor w prozie Schulza. Niewątpliwie, niektóre z nich aktualizują równocześnie kilka znaczeń, ale jest to cecha dalece podrzędna w tej twórczości. Zabrzmi to paradoksalnie, ale w koncepcji metafory Schulza nie ma (i być nie może!) miejsca dla pseudonimu polegającego na równoczesnym aktualizowaniu różnych znaczeń słowa, a więc na uruchamianiu w jednym użyciu całego paradygmatu semantycznego danej jednostki słownika. Nie ma więc — podkreślam raz jeszcze — podstawowego mechanizmu metafory, jaki odkryli awangardziści. Podstawą koncepcji Schulza są bowiem operacje metajęzykowe, polegające na nazywaniu jednostek wyjściowych (np. nazw) za pomocą zupełnie nowej leksyki. Nowe zdanie (wyrażenie, słowo) zachowuje podstawowy kapitał znaczeniowy jednostki wyjściowej.
a Ibidem. * 49-50 (podkr. moje — W. B.).
277