NIEZNANY ŚWIAT ® 29
NIEZNANY ŚWIAT ® 29
Kontakt
nietelep styczny
Szymon Liszewski Olsztyn
KI Przeczytałem Bardzo dziwne ślady (NŚ nr 10 z 2008). Ryszard Winer wspomina tam. że wzrok ludzki jest dostosowany tylko do światła słonecznego. Autor nie wie, o czym pisze.
Słońce tak jak inne gwiazdy - emituje promieniowanie elektromagnetyczne w pełnym zakresie długości fal. a jego światło nie różni się od światła gwiazd mających podobny wiek i wielkość (niektóre gwiazdy, np. czerw one olbrzymy, emitują światło w konkretnym kolorze, ale to szczególne przypadki). Postrzegamy tylko pewien zakres promieniowania elektromagnetycznego nazywany światłem widzialnym (przez nas) bez względu na jego źródło. Dlatego człowiek widzi Słońce, a także inne gwiazdy - to przecież oczywiste.
Kolejna sprawa. Autorzy artykułów do
K
P*N W artykule Bardzo dziwne ślady- (NŚ nr 10 / 2008 r.) Ryszard Winer twierdzi, że budowa ludzkiego oka dostosowana jest jedynie do długości światła widzialnego Słońca, a więc wąskiego pasma promieniowania elektromagnetycznego (...). Na nic hy się więc ono (oko - przyp. autora listu) zdało nawet najlepszym astronautom, gdyby kiedyś mieli szansę dolecieć do innego układu słonecznego. (...) Po prostu niczego hy nie widzieli. Dalej pan Winer rzuca śmiałą tezę, że w takim razie, skoro - według przytoczonej relacji - ufoludki nie mają problemu z widzeniem na Ziemi, pochodzą z naszego Układu Słonecznego.
Oko ludzkie rzeczywiście jest ograniczone. Nie odbiera podczerwieni, ultrafioletu, fal radiowych i rentgenowskich. Widzi tylko ten wąski zakres promieniowania EM, który nazywamy światłem widzialnym. Nie zmienia to jednak faktu, że większość gwiazd promieniuje w bardzo szerokim zakresie fal, w tym w zakresie światła widzialnego.
Słońce nie stanowi pod tym względem wyjątku, jest całkiem przeciętną gwiazdą na przeciętnym etapie swego życia. Gwiazdy to nie stacje radiowe, które nadają na tylko jednej częstotliwości. Dowód? Wystarczy spojrzeć w’ niebo i odnaleźć Drogę Mleczną. Gdyby każda gwiazda świeciła w innym zakresie fal, czy bylibyśmy w stanieje dojrzeć? Oczywiście są takie, które promieniują wyłącznie poza zakresem widzialnym (np. pulsary), ale nie to stanowi temat obecnej dyskusji. Autor twierdzi bowiem, że naszym okiem możemy dostrzec jedynie światło Słońca, a to ewidentnie nieprzemyślany punkt wyjścia do dalszych rozważań.
tyczących Meteorytu Tunguskiego przedstawiają różne hipotezy na temat przyczyn ow'ego fenomenu. Problemem jest to, że żadna z teorii nie tłumaczy wszystkich zjawisk, jakie towarzyszyły tamtemu wydarzeniu. Nawet koncepcja katastrofy statku kosmicznego nie wyjaśnia, dlaczego kilka dni przed wybuchem (oraz po nim) obserwowano dziwne zjawiska w atmosferze -zorze itp.
Kiedy mowa o katastrofie statku, można się domyślać, że chodzi o klasyczną rakietę, która długo leci przez Kosmos, by gdzieś dotrzeć. Taki model dzisiaj wydaje się przestarzały, bardziej praktyczna byłaby podróż dokonana poprzez skok czasoprzestrzenny - zagięcie czasoprzestrzeni. Być może tego typu komunikacja wymaga pewnych przygotowań, stworzenia czegoś w rodzaju wykorzystującego duże zasoby energii czasoprzestrzennego mostu. Jeśli rejon wybuchu miał stać się punktem docelowym takiej podróży nieważne, kto i skąd podróżował - wyprawa, czy też doświadczenie zakończyły się niepowodzeniem.
A może był to eksperyment Nikoli Tesli?
Paweł Głaszczka Garwolin
W ,VŚ 10/2008 zaskoczył mnie artykuł Bardzo dziwne ślady, przy czym nie zgadzam się z większością twierdzeń autora.
Już początkowy warunek okazuje się nie do przyjęcia. Pan Ryszard Winer zakłada bowiem, że ewentualni kosmiczni podróżnicy nie mogliby niczego zobaczyć na innych planetach. To prawda, że ludzkie oko jest doskonale przystosowane do światła widzialnego, tj. promieniowania o długości fal w zakresie od około 380-780 nm. Nie rozumiem tylko, dlaczego nie mogłyby istnieć układy planetarne wokół ciał niebieskich podobnych do Słońca, czyli gwiazd ciągu głównego typu G2. Naszą Drogę Mleczną tworzy 200-500 miliardów gwiazd (tak różne są szacunki). Do ciągu głównego należy około 70% gwiazd w naszej galaktyce, przy czym około 8% z nich stanowią żółte gwiazdy typu Słońca. Już te wartości uzmysławiają olbrzymią liczbę możliwych układów planetarnych, na których człowiek mógłby normalnie widzieć.
Należy oczywiście uwzględnić filtrację widma przez atmosferę konkretnej planety, myślę jednak, że spowodowałoby ona tylko pewne zmiany widzenia, np. wszystko stałoby się bardziej czerwone lub niebieskie. Wiemy, że ptaki widzą tetrachroma-tycznie - oprócz czopków reagujących na światło zielone, czerwone i niebieskie posiadają też czopki umożliwiające widzenie w ultrafiolecie. Mimo że żyją w tym samym środowisku, co my, ich oko ma większe możliwości, ale zarówno one, jak i ludzie, bardzo skutecznie posługują się wzrokiem. Podobnie jest / barwami: prawdopodobnie wiele gatunków zwierząt nie odróżnia kolorów. co nie przeszkadza im w wykorzystaniu widzenia do sprawnego zdobywania pożywienia i unikania wrogów.
W związku z przedstawionymi danymi argument, że na planecie Serpia ludzie nie mogli niczego zobaczyć, bo mają niedostosowane oczy, wydaje się całkowicie chybiony.
Zaskoczyło mnie także dalsze rozumowanie Pana Winera, wynikające ze wstępnego wniosku, a dotyczące trepanacji czaszki.
Pomysł, że zabiegów tych dokonywali kosmici, aby osobnikom ludzkiego rodzaju wszczepić elektrody, może jest prawdopodobny, ale całej kwestii nie sposób tak właśnie tłumaczyć. W Afryce nawet współcześni szamani wykonują otwory w czaszkach swoich pacjentów, by ulżyć im w migrenowych bólach głowy. O ile sobie przypominam, w NŚ zamieszczono kiedyś artykuł na podobny temat. Trepanacji owych dokonuje się za pomocą skrobaków lub prymitywnych wierteł, ale z tego powodu umiera niewiele osób. Technika zabiegu znana jest ludziom od bardzo dawna i - sądząc z ilości znalezisk z różnych rejonów świata stosowano ją kiedyś powszechnie.
Pozwoliłem sobie napisać, ponieważ artykuł sygnowano jako dyskusyjny, a tezy autora wydają się zbyt dużym uproszczeniem i doszukiwaniem związków z obcymi cywilizacjami tam, gdzie trudno się tego dopatrzyć.
Natomiast bardzo zaciekawiła mnie wzmianka o znajdowanych w czaszkach złotych igłach i przewodach. Interesuję się nieznanym od wielu lal, ale dotychczas nigdy nic trafiłem na taką informację.
Bogusław Tyran Bestwinka
LŁI Jako informatyk chciałbym odnieść się do poruszonego na łamach nr. 10/2008 NŚ problemu łańcuszków szczęścia, które mniej zorientowani internauci dla świętego spokoju zwykle odsyłają dalej. Jak każde zjawisko, i to ma swoje, zwykle podszyte podstępem podłoże - najprawdopodobniej tym razem też tak jest. W swojej praktyce zorientowałem się. że podobne maile zawierają plik (przeważnie zdjęcie, prezentację PowerPoint, niekiedy - o zgrozo - plik wykonywalny *.exe), który nieświadomi niczego użytkownicy uruchamiają na swoich komputerach. W załącznikach tych zaszyte są przeważnie złośliwe kody. wirusy, keyloggery lub skrypty gromadzące adresy e-mailowych skrzynek nieświadomych niczego odbiorców owych maili, oraz robaki, które ułatwiają przejęcie kontroli nad cudzą maszyną (konie trojańskie). Pomysłowość ludzka nie zna granic, a w swoich celach najczęściej wykorzystuje naszą niewiedzę.
Rafał Małus
str. 59 8