LTOYKl I 1NNj3
>0
Patrz, jak smutna, jaka blada, Patrzaj, jak bliska skonania, Listek po listku opada I do ziemi głowę skłania.
Pod dąbrową, na dolinie Widna z dala chatka biała;
35
Przy niej Dniepr szumiący płynie, Nad nią brzoza wybujała,
I księżyca światłość blada Na samotną chatkę pada;
To się srebrną mgłą zasłoni,
40
To się kryje za obłoki,
Igra w bystrej Dniepru toni Lub wśrzód cichej lskni zatoki.
Siedzi Hanka na kamieniu,
Sercem jej przeczucie miota,
43
Lica blade — a w spojrzeniu Niespokojność i tęsknota.
Znika Runko ukochany,
30
Coraz słabszy tętent dzwoni; Zniknął i tylko po błoni Gęste snują się tumany.
Smutna chwila rozłączenia,
Smutna Hanki młodej dola,
Wzrok jej tylko i westchnienia Na samotne lecą pola.
53
Hanko! słońce szczęścia znika I na niebie, i w twej duszy, Smutek serce twe przenika,
Ach! któż twoje łzy osuszy?
Znikły w sercu szczęścia ślady, Lecz widać jeszcze nadzieję,
Choć jej promień tak jaśnieje,
Taki drżący — taki blady,
Tak słabo błyszczy dokoła,
Jak nieśmiały blask księżyca,
Co ciemne niebo oświeca,
Lecz go rozjaśnić nie zdoła.
Hanko! Hanko! wstań z kamienia, Słuchaj — czy to szum tej rzeki? Czyli ludu gwar daleki?
Lub odległych rot tętnienia?
Gęsta mgła okrywa błonie,
Księżyc w krwawym kurzu ginie; Słuchaj, słuchaj, tam w dolinie Coraz mocniej chrzęszczą bronie...
Spojrzy Hanka nieszczęśliwa.
I spojrzała — cała zbladła,
Do swej chatki drżąca wpadła,
Ojca, matki z trwogą wzywa. — Coraz bardziej rośnie wrzawa. Głośne „Allach" grzmi po błoni;
I już dzicz Tatarów krwawa Leci z wrzaskiem, z rżeniem koni. Dzika w sercach ich uciecha,
Przez wyparte lecą wrota,
Zewsząd Tatar ogień miota,
Płonie chaty niska strzecha. —
Ledwie błysnął świt na niebie, Już po stepach, już po błoniu Leci Ruńko na swym koniu, Hanko! Hanko! to do ciebie. Prędzej od dnieprowej wody Spieszy wrony koń wesoło;
17
Słowacki, Dzieła I — >