plik


B/006: M.F.Long - Wiedza tajemna w praktyce Wstecz / Spis Treści / Dalej ROZDZIAŁ 11: UZDRAWIANIE PRZEZ NAKŁADANIE RĄK Tam, gdzie w Starym Testamencie mówi się o nakładaniu rąk, chodzi nie o uzdrawianie, lecz o część rytuału lub ordynacji. Gdy lewici przyjmowani byli do wspólnoty kapłańskiej, aby przy ołtarzu służyć całemu narodowi, wtedy zbierali się ludzie i kładli na nich ręce. Była to część rytuału wyświęcania na kapłana. Od tego czasu rytuał ten utrzymał się przez wszystkie wieki chrześcijaństwa, z tym że później ręce nakładali kapłani i prałaci, a nie wierni. Jak za czasów Mojżesza. Obrządek ten kojarzy się jednak z poleceniem wydanym Mojżeszowi, aby nałożył ręce Jozuemu, jako nowemu przywódcy późniejszych czasów, i przeniósł na niego .część swojej godności". Mniej ceremonialny był tu i tam praktykowany zwyczaj błogosławienia kogoś przez nałożenie mu rąk na głowę. Błogosławiono też w ten sposób pokarm i napoje. Obrzęd ten opierał się na idei, że coś niewidocznego, jednak realnego przepływa z rąk osoby błogosławiącej na drugą osobę lub rzecz. Wyświęcenie na kapłana to przeniesienie many wraz z gronem kształtów myślowych na niższe Ja człowieka poddawanego rytuałowi. Może również między tymi dwiema osobami powstaje przez dotknięcie sznur widmowy. Gdy dokonujący ordynacji ma pełny kontakt ze swoim Wyższym Ja, może prawdopodobnie utrzymywać kontakt z nowo wyświęconym księdzem i odtąd wspierać go w jego nowej pracy. W Dziejach Apostolskich 6,6 czytamy, iż wybrano siedmiu prozelitów, aby szerzyli nową naukę chrześcijaństwa. “Przedstawili ich Apostołom, którzy modląc się, włożyli na nich ręce". W 13,3 w podobny sposób mówi się o delegowaniu innego kapłana; ale w tym przypadku prorocy i nauczyciele, którzy dokonywali ordynacji, dodatkowo pościli oprócz modlenia się i nakładania rąk. Ponieważ post był częścią ogólnego, nieosobowego naprawiania wyrządzonych krzywd, który miał usunąć z niższego Ja “grzechy" lub poczucie winy, można przyjąć, że również ordynowani pościli. Rytuał ten miał pomóc im oczyścić widmowe sznury z kompleksów (o tym będziemy jeszcze później mówić szczegółowo) i stworzyć pełny kontakt z Wyższym Ja (kontakt ten oznajmiał narodziny “Ducha Świętego", Wyższego Ja). Jezus często uzdrawiał przez nakładanie rąk. Mówi się również, że dotykał tych, których uzdrawiał. I tak na przykład wziął za rękę tego, którego obudził ze śmierci. Czasami on sam był dotykany, jak wówczas, gdy ktoś zaledwie musnął skraj Jego szaty, a Jezus poczuł silne oddziaływanie. Jego spostrzeżenie: “Czułem, jak wychodzi stamtąd moc", świadczy znowu, że przy dotknięciu przeniesiona została moc lecznicza wyższego stopnia. W okresie wczesnego chrześcijaństwa uzdrawiano przez nakładanie rąk i modlitwę. W niektórych dzisiejszych Kościołach stosuje się tę samą metodę, ale tajemnica modlitwy Huny i sekret korzystania z many już dawno poszły w zapomnienie. Nakładanie rąk było istotnym czynnikiem bezpośredniego uzdrowienia nie tylko podczas obrzędów religijnych. W podobny sposób – lecz bez modlitwy – od wielu stuleci praktykują swoją sztukę “uzdrawiacze". W wielu religiach kładziono ręce na chorych z towarzyszącą tej czynności modlitwą lub bez niej, jak również z użyciem wody święconej, fetyszy i śpiewów bądź też bez tych atrybutów. W późniejszych stuleciach pojawili się “magnetyzerzy". Wierzyli oni, że wciągają w swoje ciało silę z magnesu i mogą ją z powrotem wypromieniować przez ręce, aby uzdrawiać pacjentów. Wcześniej w niektórych krajach wierzono, że królowie posiadają moc uzdrawiania za pomocą dotyku rąk. Kapłani Kościoła Świętego błogosławili ubrania i amulety, by napełnić je uzdrawiającą mocą, i jeżeli chory nosił je przy sobie, siła ta udzielała się także Jemu. Mesmerycy używali w szerokim zakresie siły, którą – jak wierzono – można czerpać z magnesu i która – jak dowiedziano się później – egzystuje w ludzkim ciele. Uzdrawianie dzięki “magnetyzmowi zwierzęcemu", przez bezpośredni kontakt z pacjentem, stawało się wtedy coraz bardziej powszechne. W Europie szybko rozwinęła się nowa szkoła uzdrawiania. Pierwsi “magnetyzerzy" uzdrawiali przez nakładanie rąk, przez spojrzenie, zbliżenie do pacjenta lub pocieranie go dłonią. Jest oczywiste, iż uzdrawiacze ci umieli przenieść manę z siebie na ciało chorego (a przez to do jego niższego Ja i jego widmowego ciała). W ten sposób przekazywali mu siłę życiową konieczną do powrotu do zdrowia. Jak tylko sięgniemy pamięcią, ręka czy ramię były symbolem siły. Izajasz, którego wypowiedzi pozwalają jednoznacznie rozpoznać go jako kahunę, powiedział: “Oto Pan Bóg przychodzi z mocą i ramię jego dzierży władzę" (Iz 40, 10). Gdy przetłumaczymy ten fragment na “świętą mowę", okaże się, że słowo lima oznacza zarówno dłoń, jak i ramię czy też rękę. Ale gdy posuniemy się naprzód w obszarze językowym, stwierdzimy, że tajemnica bezpośredniego uzdrawiania przez nakładanie rąk kryje się w słowie “palce", a nie w wyrazach “ręka" lub “ramię". Palce to mana-mana, podwojenie podstawowego słowa mana wskazuje na wzmocnioną siłę i oznacza, że z niższej many niższego Ja powstaje dominująca, potężna mana, czyli “wola", której używa średnie Ja do opanowania niższego Ja i kierowania nim. Mana– -mana znaczy również “podzielić się" lub “rozgałęzić". Palce tworzą w pewien sposób rozgałęzienia dłoni, co można porównać do rozgałęzienia się many podczas bezpośredniego uzdrowienia. Uzdrawiacz musi posiadać nadmiar many w postaci dużego ładunku i tak ją podzielić, aby nie tylko średnie Ja otrzymało wystarczającą jej ilość, ale by i niższe Ja miało jej pod dostatkiem i mogło wypełnić swoje indywidualne zadania w procesie uzdrawiania. Przy końcowym podziale many jej część przechodzi z uzdrawiacza na pacjenta. W związku z tym oczywiste jest, że wszyscy uzdra-wiacze przy swojej pracy i przy nakładaniu rąk – wszystko jedno czy wiedzą oni o tym, czy też nie – przenoszą manę ze swoich rąk na pacjentów (jeżeli dodatkowo uzdrawiacz stosuje modlitwę, wtedy musi przekazać część many również Wyższemu Ja). Po “magnetycznych uzdrawiaczach" pojawili się uzdrowiciele innej szkoły. Używali oni sugestii w połączeniu ze stosowaniem siły życiowej. Sugestia jest zaszczepieniem idei – telepatycznie lub przez wypowiedziane słowa – w niższym Ja pacjenta. Najpierw przyjmowano, że “magnetyzm zwierzęcy" można zastąpić sugestią. Jednak magnetyzm ten, który przecież nie jest niczym innym jak siłą życiową, czyli maną, odgrywał nadal niepodważalną rolę. Prawie we wszystkich zabiegach uzdrawiających bierze udział sugestia, nawet jeśli nie używa jej się świadomie. Szukający uzdrowienia pacjent zazwyczaj jest receptywny, otwarty i więcej niż gotowy widzieć szansę wyleczenia w każdym rodzaju zabiegów, w każdej medycznej praktyce. Kahuni zawsze zaszczepiali pacjentom tylko słabe sugestie i przelewali manę ze swych rąk na chorych. Przypomnijmy w tym miejscu uzdrawiające praktyki kahunów z drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Byli wyszkolonymi terapeutami swoich czasów i pracowali z wszystkimi trzema Ja człowieka. Najpierw z całą troskliwością kahuna oczyszczał pacjenta z poczucia winy, które było następstwem krzywdy, jaką człowiek wyrządził innym lub własnemu ciału, i które zakorzeniło się w jego podświadomości. Kahuna starał się również usunąć kompleksy i rezultaty opętania. Po tych przygotowaniach silnie ładował się maną i kształtował bardzo wyraziste, precyzyjne i jednoznaczne obrazy w pełni ukończonego stanu uzdrowienia. Obrazy te prezentował Wyższemu Ja i prosił o jego pomoc. Następnie kładł ręce na chorym – przy czym masował uszkodzone miejsce – dzięki czemu przechodziła na pacjenta maną i wypełnione .silną wolą", wysoce naładowane grona kształtów myślowych doskonałego zdrowia. W miarę gdy powstawało coraz więcej many, kahuna czekał, aż Wyższe Ja rozpocznie pracę i dokona uzdrowienia. Gdy podczas zabiegu kahuna chciał zaszczepić choremu sugestię, podawał ją wraz z “fizycznym bodźcem" – a więc czymś widzialnym, co można było wyczuć, dotknąć lub odebrać w jakikolwiek inny sposób przez narządy zmysłów niższego Ja, w następstwie czego bodziec ten skutecznie wspierał sugestię. Tak więc kahuna energicznie obmywał swojego pacjenta wodą, spryskiwał i trzepał wiązką zielonych liści ti, równocześnie zapewniając go, że będzie on teraz – po tym, jak naprawił wyrządzone krzywdy – do czysta umyty z wszelkich pozostałych jeszcze win, tak jak i z całej choroby. Chociaż nasza praca HRA zmierzała do tego, aby doprowadzić do kontaktu z Wyższym Ja, postanowiliśmy leczyć mniejsze zaburzenia zdrowotne przez nakładanie rąk i używać przy tym tylko wyżej opisanej części całej metody uzdrawiania kahunów. Chcieliśmy przeprowadzić taką próbę, wiedząc, iż wielu uzdrowicieli osiągało dobre wyniki już przez samo nakładanie rąk, a więc bez dodatkowego stosowania modlitwy. Czuliśmy się przygotowani do tej próby, ponieważ w czasie długich ćwiczeń wychowaliśmy nasze niższe Ja tak, aby na polecenie średnich Ja tworzyły ładunek many i wysyłały ją razem z dobrze przygotowanymi obrazami kształtów myślowych. Przy próbach uzdrawiania samych siebie lub innych przejęliśmy od kahunów tylko technikę nakładania rąk. Polecaliśmy niższemu Ja wytworzyć duży ładunek many i skoncentrować go w rękach, podczas gdy my wytwarzaliśmy silny obraz mentalny już dokonanego uzdrowienia. Obraz ten i maną wysyłane były przez ręce i siłą woli przenoszone la pacjenta. Niektórzy z nas próbowali rozszerzyć tę technikę. Wzmacniali sugestię lub wydane bezpośrednio niższemu Ja polecenie uzdrawiania przez zastosowanie fizycznego bodźca – jak robili to wcześniej kahuni. Nacierali uszkodzone lub chore miejsca maścią, środkiem uśmierzającym ból lub jakimś roztworem, używali ciepłych bądź zimnych kompresów, stosowali masaże lub inne tego typu sposoby leczenia. Zawsze jednak pamiętali o tym, by utrzymywać w umyśle wyrazisty obraz uzdrowionego miejsca. Można wielokrotnie, głośno i z silną “wolą" polecić, aby nastąpiło pełne uzdrowienie. Przy tych poleceniach nie wolno jednak czynić żadnej wzmianki o chorobie czy uszkodzeniu, które ma być wyleczone. Trzeba zawsze pamiętać, by nie powiedzieć niższemu Ja czegoś w rodzaju: “Użyj many wypływającej z moich palców na chore kolano do uzdrowienia rany". Zamiast tego należy powiedzieć: “Weź ten silny strumień many, który wpływa teraz w kolano, i spraw, by stało się ono w pełni zdrowe, silne i normalne". Tak więc użyte grona kształtów myślowych nigdy nie mogą zawierać tego, co chcemy usunąć, lecz jedynie formy myślowe lub formy widmowe zapragnionego, normalnego stanu. Napływające do mnie relacje o wynikach podjętych prób były wręcz zdumiewające. Wyglądało na to, iż większość z nas dysponuje o wiele większymi siłami naturalnymi i zdolnościami uzdrawiającymi, niż przypuszczaliśmy. Bóle głowy znikały za pomocą bezpośredniego leczenia, spadała gorączka, siły powracały, wracał spokój umysłu. Wydaje się, że dar many i bardzo skuteczne obrazy myślowe zdrowej osoby, pełniącej funkcję uzdrowiciela, bardzo pozytywnie odbijają się na harmonii wibracji many chorego człowieka i na jego ogólnej kondycji. Większość ludzi nigdy nie próbowała uzdrawiać; nie mają oni również pojęcia, jak wiele można zdziałać przy niewielkiej tylko ilości ćwiczeń. Matki i ojcowie powinni pomagać w ten sposób swoim dzieciom lub innym członkom rodziny. Można usunąć nie tylko choroby fizyczne, lecz również szkodliwe wpływy emocjonalne. Mana idąca w parze z miłością niweczy niebezpieczeństwa, złość i zmartwienia. W widoczny sposób może poprawić nastrój duchowy, a psychiczne nastawienie dziecka szybko przekształci się w lepsze. Niezmordowana aktywność i zbytnia ruchliwość mogą być zneutralizowane, a ich miejsce zajmie odprężenie, błogość i zdrowy sen. Nawet nasze zwierzęta dobrze poddają się takim zabiegom. Mamy również wspaniałe dowody na to. że miłość i mana. przenoszone z naszych rąk na rośliny i drzewa, przyczyniają się do ich szybszego rozwoju. Możliwości jest więc nieskończenie wiele. Również niektórzy lekarze wzięli udział w próbach HRA uzdrawiania tą metodą. Ci lekarze – tacy jak osteopaci czy chiropraktycy, którzy przy leczeniu dotykają pacjentów rękami – osiągali przy tej bezpośredniej metodzie uzdrawiania doskonałe wyniki. Często stosowali ją później w codziennej praktyce. Jeżeli pacjenci słyszeli coś o Hunie, bezpośrednia metoda leczenia przeprowadzana była z obustronną wiedzą i przy współpracy pacjenta. Dochodziło przy tym do o wiele lepszych rezultatów. Przy badaniu teorii Huny zwyczajem członków HRA stało się wzajemne informowanie o wszystkim, co inni badacze, nie znający Huny, wypracowali w podobnych dziedzinach. Później będziemy mówić o niektórych takich sprawozdaniach. Jeśli chodzi o bezpośrednie uzdrawianie, słyszeliśmy o pewnej szkole uzdrawiaczy, która utrzymuje, że Bóg dokonuje uzdrowienia, jeżeli uzdrawiacz przekaże mu siłę. Praktykujący obu najbardziej znaczących szkól tej kategorii próbowali, mocą umysłu, polecić “sile", aby wystąpiła z ich ciała i “wypromieniowała" w miejsce pacjenta, które miało być wyleczone. Niektórzy z nich umieli nastawiać Stawy bez ich dotykania; inni trzymali ręce ponad określonym stawem i po pewnym czasie wykonywali tylko lekki nacisk. Często osiągali rezultaty lepsze niż przy wkładzie większej siły cielesnej. We wszystkich przypadkach “wypromieniowaniu" siły i “woli" towarzyszyła modlitwa, co świadczy o tym, że być może uzdrawiacze wchodzili w kontakt z Wyższym Ja. Omówioną metodę uzdrawiania wypróbowałem na sobie. Mam zwichniętą kość krzyżową, która czasem wymaga Ustawienia. Przyszedł czas, aby znów poddać się zabiegowi. Zwykle stosuję znane ml metody kahunów; tym razem -Jednak zastosowałem wyłącznie terapię średniego i niższego Ja. Naładowałem się silnie maną i położyłem na łóżku, na lewym boku, następnie położyłem prawą dłoń na miejscu wymagającym leczenia. Przyjąłem zdecydowaną postawę umysłową, tzn. silą “woli" poleciłem niższemu Ja, aby skoncentrowało cały ładunek many w palcach prawej ręki, wykształciło widmowy palec, przeniosło na niego ładunek many i ostatecznie przesunęło staw we właściwe położenie. Mój George, któremu znane było leczenie często podejmowane przez lekarzy, od razu pojął istotę rzeczy. Dobrze wiedział, jak wykształcać widmowy palec i przenikać nim wierzch pudełka. Wziął się więc do pracy, a ponieważ ciało jest Jego najwłaściwszym i najbardziej znanym mu polem działania, umiał w ciągu niespełna dziesięciu sekund sprawić, że staw wskoczył na swoje miejsce. Przy pracy HRA z niższym Ja i maną opanowaną przez średnie Ja od samego początku rzuciło nam się w oczy, że w pewnym sensie uzdrawianie podobne jest do uczenia się czegoś na pamięć. Przy uczeniu się na pamięć wielokrotnie wyobrażamy sobie przedmiot, nad którym pracujemy, i dzięki temu wytwarzamy grona kształtów myślowych wersetu czy formuły; stają się one coraz silniejsze, dlatego też splatają się coraz ciaśniej i mogą być pełniej odtwarzane i przypominane. Przy uzdrawianiu zatem trzeba postępować tak jak przy uczeniu się długiego wiersza, chyba że chodzi o rzecz tak prostą, jak nastawienie stawu, czego można dokonać przy jednym posiedzeniu. Ciągle na nowo przywołujemy obraz upragnionego stanu, wzmacniamy go coraz większym ładunkiem many. Wysiłek średniego Ja może w końcu wywołać emocję wiary w niższym Ja. Sławny Coue, który pozostawił nam formułę: “Każdego dnia układa mi się pod każdym względem coraz lepiej", dobrze rozpoznał istotę rzeczy: ustawiczne powtarzanie nieustającej myśli o uzdrowieniu i poprawie. Gdyby wtedy potrafił on jeszcze użyć many i gron kształtów myślowych, jego metoda nie popadłaby tak szybko w zapomnienie. Istnieje wyraźna różnica między tym, czy uzdrowienie lub powrót do dawnego stanu tkanek ciała nastąpiły w normalny sposób, czy też na skutek wysokiego naładowania maną i odpowiedniego aktu “woli". Wiedza medyczna wskazuje, że niektóre tkanki ciała po uszkodzeniu nie powracają do pierwotnego stanu, lecz zastąpione zostają – jeśli w ogóle to nastąpi – bliznami. W czasie pracy HRA nie udało nam się stwierdzić, do jakich granic można zastąpić chore tkanki nowymi dzięki dostarczaniu do uszkodzonego miejsca wielkich ilości many, przy równoczesnym dawaniu niższemu Ja odpowiednich wskazówek, i – jeśli to możliwe – w połączeniu z sugestywnym bodźcem fizycznym. Nie trzeba podkreślać, że z pomocą Wyższego Ja możliwości uzdrawiania są nieporównywalnie większe. Chciałbym teraz przytoczyć pewien list, który otrzymałem po opublikowaniu mojej książki Magia cudów. Cytuję go, gdyż pokazuje on wyraźnie, czego – w dziedzinie uzdrawiania – może dokonać Inteligentne i poprawne zastosowanie wiedzy o naładowaniu maną i jej wysyłaniu przez ręce. List ten uzewnętrznia wytrwałą celowość i silną wiarę. Nigdy nie poznałem jego autorki. Pomimo że nadawczyni nie powiedziała tego wyraźnie, jestem przekonany, że podczas procesu uzdrawiania miała kontakt ze swoim Wyższym Ja, o czym świadczy wzmianka o “...naukowej barierze, która nie pozwala dojść żadnemu duchowemu światłu". Pani ta nie była członkiem grupy HRA. Badała i sprawdzała naukę kahunów tylko dla siebie. Jej list opublikowałem już w biuletynie i mogę powiedzieć, że stanowił źródło Inspiracji dla przyjaciół HRA; był dla nich bodźcem do kontynuowania pracy. A oto treść listu: "Szanowny Panie Long, Już dawno chciałam poinformować Pana o moim doświadczeniu w dziedzinie uzdrawiania za pomocą nauki Huny, lecz czułam, iż powinnam poczekać, aż mój lekarz w końcu przyzna, że mój powrót do zdrowia jest trwały. Aczkolwiek uzdrowienie było cudowne i z punktu widzenia lekarza “niemożliwe", obstawał on przy tym, że prawdopodobnie jest to tylko chwilowe zjawisko i muszę się liczyć z nawrotem choroby. W chwili, gdy piszę ten list, minął już Ponad rok i nie doszło do nawrotu. Lekarz przyznał więc w końcu niechętnie, że jestem uzdrowiona, pomimo iż pewne aspekty tego uzdrowienia do dzisiaj uważa za “niemożliwe" i mówi, że według doświadczeń wiedzy medycznej są “nie do pomyślenia". Przed czternastoma miesiącami leżałam ze schorzeniem oka w szpitalu. Zaczęło się to nieżytem spojówki, który wkrótce przerodził się w zapalenie tęczówki i obustronne zapalenie rogówki (obie te choroby zalicza się do nieuleczalnych) oraz Jej wrzód. Jeszcze przed skierowaniem do szpitala wrzód był dwa razy wypalany; po tych zabiegach na rogówce pozostała znaczna blizna. Lekarz uważał wypalanie za absolutnie konieczne, ponieważ wrzodu nie można było usunąć w Inny sposób. Powiedział mi, że po wypaleniu pozostanie blizna na cale życie. Byłam na to przygotowana. Kiedy w końcu zostałam zwolniona ze szpitala, byłam w pełni zniechęcona, ponieważ mój wzrok był bardzo słaby; byłam na zawsze pokrzywdzona. Po miesiącu, gdy chore oko przyzwyczaiło się do nowych warunków, przepisano ml silne okulary. Wyglądałam w nich bardzo niekorzystnie i – co było o wiele gorsze – nie powinnam była więcej dużo czytać. Podczas gdy odpoczywałam w domu, czytałam Pana książkę Magia cudów i nadzieja, którą z niej czerpałam, zwyciężyła moje przygnębienie. Nie muszę podkreślać, że od razu zaczęłam praktykować. Nasycałam się maną i koncentrowałam ją w moich rękach. Następnie kładłam ręce na oczach i polecałam, aby moc wstąpiła w nie i uzdrowiła. Przy żadnym badaniu u okulisty nie mówiłam mu nic o polepszeniu stanu oka, które w tym czasie nastąpiło. Badał moje oczy prawie wszystkimi instrumentami, które posiadał, i mruknął w końcu, że to nie do wiary i że nie może tego zrozumieć. Na koniec powiedział, iż zanim będzie mógł coś przepisać, musi jeszcze raz zbadać oczy przy użyciu kropli. Po tym dalszym zabiegu zmuszony był przyznać, iż stało się coś, czego absolutnie nie może pojąć. Nie znalazł żadnych widocznych objawów zapalenia tęczówki czy rogówki. Co było jednak jeszcze ciekawsze, blizna zniknęła zupełnie. Wyjaśnił mi. że tkanka blizny odcięta Jest od dopływu krwi i dlatego też nie mogła zostać wchłonięta; tak więc musi być na oku. obojętnie czy on ją zauważa, czy też nie. Najpiękniejsze w tej sprawie było to, że mój wzrok poprawił się tak dalece, iż po siedemnastu latach stałego noszenia okularów teraz nie potrzebowałam już żadnych. Lekarz ciągle wypytywał, co moim zdaniem mogło się wydarzyć. Próbowałam więc mu wyjaśnić, jak postępowałam, jednak już wkrótce zrozumiałam, że w ten sposób nie zajdę daleko, ponieważ posiadał on tę naukową barierę, która nie dopuszcza żadnego duchowego światła. Po prostu śmiał się i spoglądał na mnie jak na nieszkodliwą wariatkę. Kiedy wizyta dobiegła końca, ostrzegł mnie, iż najpóźniej w ciągu trzech miesięcy muszę liczyć się z nawrotem choroby, że wprawdzie stało się coś dziwnego, jednak bez wątpliwości jest to tylko przemijający stan. Wtedy zawrzała we mnie moja irlandzka krew. Skłoniłam go w końcu do tego, aby przyrzekł mi, że potwierdzi trwałość mojego u-zdrowienia, jeżeli w ciągu roku choroba nie powróci. Był on tak pewien swojej racji, iż chętnie złożył obietnicę i dodał jeszcze, że może spokojnie poczekać. Jako widoczny dowód dla niewiernych Tomaszów załączam moje stare prawo jazdy. Widnieje tam wydrukowana w poprzek grubymi literami adnotacja: “Nieważne bez używania okularów". Moje nowe prawo jazdy nie ma już tej adnotacji. Będę Panu wiecznie wdzięczna za Pańską pracę, za Pana książkę i za to przecudowne, wspaniałe uzdrowienie". Poprosiłem o pozwolenie opublikowania tego listu. Jest on jednym z wielu, które troskliwie przechowuję w moich aktach, lecz myślę, iż niewłaściwe byłoby podawanie nazwiska i adresu jego autorki. Wszystkie listy tego rodzaju są nie tylko interesujące jako świadectwa uzdrowienia, lecz również pod innym względem: pokazują one, że słowo pisane tak długo pozostaje bez wartości, jak długo wyrażone w nim myśli nie będą wprowadzone w życie i przekształcone w osobiste doświadczenia.

Wyszukiwarka

Podobne podstrony:
11 10
Analiza Wykład 8 (25 11 10)
5 11 10 18 07 26 47
HIE 29 11 10
006 12 (10)
11 10 Lift and Drag on Road Vehicles

więcej podobnych podstron